Czynnik ludzki

poniedziałek, 7 kwiecień 2008

Często kiedy dochodzi do jakiejś jawnej niesprawiedliwości, pojawia się myśl, że przydałoby się coś zrobić, żeby było inaczej, bardziej uczciwie. Powodem dla którego o tym piszę, jest kolejny przypadek kiedy sędzia pomaga Realowi Madryt. Więcej o tym – tutaj. Jeśli jesteśmy przy lidze hiszpańskiej, to wypada dla równowagi zaznaczyć, że takie prezenty od sędziów dostawała też Barcelona. Nie mam jak tego sprawdzić, w mojej pamięci zachowało się poczucie, że częściej korzystał z pomocy arbitra Real, ale nieważne, chodzi o zasadę. To zjawisko wyjątkowo frustrujące, bo kiedy już biedniejsza drużyna, czasem wręcz o kilka klas słabsza od potentata zdoła go przycisnąć, to pojawia się czynnik pozasportowy, jak karny z kapelusza, czerwona kartka lub nieuznanie prawidłowo zdobytej bramki, który zupełnie niezasłużenie sprowadza ich na ziemię. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, że znacznie częściej takie prezenty dostają ci wielcy niż ci malutcy. Wykluczam korupcję, może po prostu ludzkie błędy, może presja kibiców (jeśli mecz toczy się na boisku faworyta), może magia wielkich klubów, może jakiś inny czynnik.

Często słyszy się, że na tym polega piękno futbolu, że jest czynnik ludzki, więc muszą być pomyłki i najlepiej zostawić tak jak jest. Mnie to jakoś nie przekonuje. Mamy XXI wiek i całkiem niezłą technikę, którą można zaangażować do pomocy. Wydaje mi się, że zestaw czujników na podczerwień rozmieszczonych co 25 cm (przykładowo) po obu stronach boiska, zintegrowanych w jedną sieć razem z czujnikiem w piłce to nie science-fiction. Mogłoby to działać błyskawicznie, nie dłużej niż teraz. Mamy komputery, które robią nie takie rzeczy. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że komputer w ciągu ułamków sekund „wie” czy był spalony lub gol i wysyła sygnał do sędziego. Technicznie pewnie nie jest to takie proste, ale można by to testować, aż będzie działało sprawnie i kwestia był spalony/gol czy nie przestałaby być problemem. Finansowo też pewnie nie byłoby tak źle, ale to tylko moje przypuszczenia.

Znacznie trudniej będzie walczyć z plagą „nurków” i generalnie udawaniem. Sztukę tę do perfekcji opanował „Pippo” Inzaghi, tutaj akurat przyłapany na mniej udanej próbie:

Ta jego gestykulacja po każdym upadku, błagalne miny – trzeba przyznać, że umiał stworzyć presję na prowadzącym spotkanie i przeważnie osiągał swój cel – po którymś razie sędzia nie gwizdnął spalonego lub gwizdnął faul na nim w szesnastce lub tuż przed nią. Ale gdyby chodziło tylko o niego, to pół biedy. Teraz to po prostu jedna z umiejętności z piłkarskiego elementarza, normalka.

A może by tak wprowadzić system punktowy dla sędziów? Zamiast analizy zapisu wideo po kontrowersyjnej akcji, co spowalniałoby albo wręcz uniemożliwiło normalną grę, mecz toczyłby się normalnie, sędzia podejmował swoje decyzje, dobre lub złe. Dopiero po meczu, jeśli zdarzyła się jakaś poważna kontrowersja, dostawałby plusa lub minusa, w zależności od tego czy ocenił sytuację odpowiednio, czy też nie. Od liczby poprawnych decyzji zależałoby czy prowadzi mecze o najwyższą stawkę, czy te trochę mniej ważne.

Czy można poradzić sobie z oszustami w piłce? Pewnie nie, bo oszustko popłaca. Można strzelić bramkę ręką, można zrobić coś takiego:

Można nawet wygrać wybory w USA mając mniej głosów od przeciwnika. Więc o czym my tutaj w ogóle mówimy?


Dość Polaków

sobota, 29 marzec 2008

Zastanawiam się jak to jest: czy polskie media informują o tym co dzieje się w dobrych ligach europejskich przede wszystkim w kontekście uczestnictwa (lub braku uczestnictwa) w nich Polaków dlatego, że to widzów tak interesuje, czy interesuje ich to tak dlatego, że dostają właśnie takie informacje. Dotyczy to wszystkich typów mediów, ale najbardziej bolesne jest w przypadku telewizji. Nie chodzi o jeden konkretny przypadek, ale o tendencję. W studiu Ligi Mistrzów w TVP2 prowadzący mówił niejeden raz mniej więcej coś w tym stylu: nas oczywiście najbardziej interesuje mecz Celtiku, bo w bramce stoi Artur Boruc. No i fajnie, niech stoi i wybroni wszystko co się da a nawet więcej. Tylko dlaczego ma mnie to interesować bardziej niż jakiś hitowy pojedynek dwóch czołowych drużyn (w każdej kolejce się taki pojedynek znajdzie, nie mówiąc już o fazie pucharowej)?

Wiadomo, czasem zdarzy się, że akurat mecz przeciętnego do bólu Celticu będzie ciekawszy od szlagieru. Ale chyba nie jest tak, że gorsi piłkarze są pewniejszą gwarancją lepszego widowiska niż ci lepsi? Okej, są kontuzje i spadki formy gwiazd, ale i tak składy najsilniejszych zespołów, choćby rezerwowe, mają o niebo lepszy potencjał od drużyn w których występują przeważnie polscy piłkarze. I choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość – nie chce być inaczej. Gorąco życzę polskim sportowcom, żeby byli tak dobrzy, żeby grać w najlepszych zespołach. Bardzo chętnie obejrzę na przykład mecz Manchesteru z Kuszczakiem na bramce, ale nie dlatego, ze gra tam Polak, ale dlatego że MU to jedna z najlepszych drużyn na świecie, a występ rodaka to tylko taki dodatkowy smaczek.

A wracając do Boruca to mam mieszane uczucia związane z jego prawdopodobnym odejściem z Celticu. Z jednej strony byłoby świetnie gdyby grał dla jakiegoś wielkiego klubu, ale z drugiej strony wyobrażam sobie taki oto scenariusz: Milan potrzebuje bramkarza. Spekulacje na temat kupna Boruca to moim zdaniem raczej myślenie życzeniowe polskich mediów. Milan kupuje Freya z Fiorentiny i teraz to klub z Toskanii poszukuje dobrego bramkarza. Boruc? Czemu nie? I teraz zakładając, że Fiorentinie udaje się awansować do Ligi Mistrzów (mają sporą szansę), zgadnijcie jaki klub musielibyśmy najczęściej oglądać w TVP?

Podobnie ma się sprawa z NBA. Od czasu kiedy do szerokiego składu Orlando Magic załapał się Marcin Gortat, często można spotkać takie niusy. Wkurza mnie to, bo akurat tego samego wieczora odbył się pojedynek najlepszych na zachodzie NO Hornets z najlepszymi na wschodzie Celtics. A także Phoenix Suns, coraz lepiej zgrane z Shaqiem z będącymi tuż po wspaniałej serii 22 zwycięstw Rockets. No coś tu jest nie tak, skoro o tym co naprawdę ważne i ciekawe, można się dowiedzieć tylko jeśli się kliknie i rozwinie artykuł, bo jako zajawka było tylko to, co w artykule jest pogrubioną czcionką.

Powie ktoś, że się czepiam, że przecież nie wszystkie informacje są podawane w ten sposób i że w końcu oprócz Celticu można było zobaczyć też europejską czołówkę. Wiem. Chodzi o to, że jest tego za dużo. Dlatego cieszę się, że na tym etapie Ligi Mistrzów już nie narodowość graczy ale poziom sportowy będzie decydował o zainteresowaniu gazet i telewizji. O MU i tak będzie głośno, niezależnie, czy będzie bronił Kuszczak.

 


No to lecimy!

piątek, 28 marzec 2008

Serdecznie witam wszystkich gości :-)

Uwaga polskich mediów sportowych (siłą rzeczy) skupia się przede wszystkim na dokonaniach polskich sportowców. Dotyczy to szczególnie piłki nożnej. Co jednak ma zrobić człowiek, którego bardziej od lokalnej kopaniny, zwanej, chyba tylko ze względów marketingowych ekstraklasą, interesuje prawdziwy futbol? Zadowolić się okruchami informacji albo spróbować pokusić się o taki serwis, jaki samemu chciałoby się czytać. Wybieram bramkę numer dwa :-) Będzie głównie piłka, ale też NBA i inne sporty – niedługo olimpiada, w dodatku tak kontrowersyjna.

Zapraszam do czytania, oglądania i wyrażania swojego zdania.

Gospodarz