Dziś pierwsze dwie konfrontacje ćwierćfinałowe w Lidze Mistrzów. Nie ma się co oszukiwać, znacznie ciekawiej zapowiada się mecz w Rzymie. I od tego zacznę. Można marudzić, że w LM ciągle grają ze sobą te same zespoły, ale dzięki temu zawsze są jakieś podteksty, czy rachunki do wyrównania. Z takim przypadkiem mamy tu do czynienia. Przegrać 7-1 to jednak jest masakra, tym bardziej na tym poziomie. Nawet jeśli trenerowi Spalettiemu udało się to zawodnikom wybić dawno z głowy, to i tak media przypomną, bo było to wydarzenie, które nie zdarza się co dzień. Nawet jeśli Besiktas przegrał w tym sezonie z Liverpoolem 8-0, to kto o tym pamięta? Tak dla porządku przywołam jeszcze pojedynek z sezonu 2003/04 między Monaco a Deportivo, który zakończył się niebanalnym wynikiem 8-3. Oba kluby niestety popadły od tamtego czasu w przeciętność i myślą raczej jak tu nie spaść do drugiej ligi niż o podboju Europy.
Ale wróćmy do dzisiejszego meczu. Drużyna Aleksa Fergusona demoluje w swojej lidze kogo tylko napotka na swej drodze. Gracze Luciano Spalettiego zanotowali ostatnio bolesną porażkę w derbach Rzymu (tracąc bramkę na 3-2 w ostatniej minucie), pokonali skromnie Empoli 2-1 i w ostatniej kolejce zaledwie remis ze słabiutkim Cagliari – krótko mówiąc – nie zachwycają. Ale za sprawą równie słabo, albo jeszcze słabiej grającego ostatnio Interu, ciągle mają szansę na tytuł. Co wynika z tej analizy formy w ligach? Ano nic. To tylko dwa mecze, żaden tam trud całego sezonu, nie pomogą kłopoty rywali z tabeli. Dwa mecze dwóch drużyn bardzo spragnionych sukcesu w Europie (Manchester czeka na puchar od 1999, w przypadku Romy to byłby pierwszy raz, Pucharu Miast Targowych nie liczę). I chyba obie zdają sobie sprawę, że są w łatwiejszej połówce drabinki prowadzącej do finału w Moskwie.
Tym sposobem przechodzimy do drugiej dzisiejszej pary. Zdecydowanie najsłabszy zespół z ośmiu, które zostały w grze czyli Schalke 04 kontra zdołowana Barcelona. Liga Mistrzów to ostatnie rozgrywki, jakie jeszcze może wygrać Blaugrana, więc teoria mówi, że powinni gryźć trawę na Arena auf Schalke, ale atmosfera w zespole jest fatalna, trener na wylocie, niektóre gwiazdy szukają nowego pracodawcy (Ronaldinho, Deco), albo już praktycznie znalazły (Zambrotta), nie wiadomo co będzie dalej z połową składu. Na razie los im pomaga, żeby dojść do półfinału nie muszą pokonać nikogo naprawdę mocnego. Dla Schalke sama obecność w ósemce to znacznie więcej, niż ktokolwiek oczekiwał. Tak na dobrą sprawę, gdyby nie zapaść Valencii, która dwa razy dała się ograć Rosenborgowi, nawet nie wyszliby z grupy. Jeśli ten zespół ma coś znaczyć w przyszłości, Gazprom musi wpompować znacznie więcej niż do tej pory. Nie zmienia to faktu że mają być może największą szansę pokonać Barcę właśnie teraz, kiedy ta jest, jak na siebie, naprawdę słaba. Czy im się uda? Mimo wszystko nie wierzę.
Faworytem półfinału będzie zwycięzca pary Roma – MU. Ale oglądamy te mecze w kółko właśnie dlatego, że za każdym razem to osobna historia, często z zaskakującym zakończeniem. A na półfinały ma wrócić Messi…
Opublikował/a Gospodarz