To miała być najciekawsza para pierwszej rundy i już pierwszy mecz w rywalizacji San Antonio i Phoenix dostarczył nie lada emocji. Musicie to zobaczyć:
Konia z rzędem temu, kto przewidziałby taki koniec tej akcji. Nie byle jakiej akcji gdzieś w środku meczu, kiedy drużyna ma bezpieczną przewagę i można sie wygłupiać. To był koniec pierwszej dogrywki a Spurs przegrywali 3 punktami. Gdyby to nie wpadło, przegraliby arcyważny pierwszy mecz u siebie. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że to to był pierwszy (tak: pierwszy!) rzut Duncana za trzy w całym sezonie. To czy ta akcja miała tak wyglądać, czy był to efekt desperacji Ginobiliego nie ma teraz żadnego znaczenia. Be history or make history. Spurs rozpoczęli od tworzenia historii. Ten rzut idealnie pasuje jako reklama ligi “where amazing happens”.
A gracze Phoenix już mieli zwycięstwo w garści. Przez cały mecz prowadzili, tuż przed końcem czwartej kwarty też mieli 3 punkty przewagi, ale Finley doprowadził do remisu. Grali ostatnią akcję i nie dali rady trafić. To samo w ostatnich sekundach pierwszej dogrywki po rzucie Duncana. Znowu nie zdołali zadać decydującego ciosu. Spurs dostali jedną taką szansę na koniec drugiej dogrywki i wygrali mecz 117-115. Duncan 40 punktów, 15 zbiórek. Jak to mówią, don’t ever underestimate the heart of a champion!
Więcej o meczu na stronie NBA. Poza tym Przekonujące zwycięstwo NO Hornets nad Dallas 104-92 i 35 punktów Chrisa Paula w debiucie w playoffs. Utah Jazz już w pierwszym meczu złamali Houston i wygrali w Teksasie 93-82. Cleveland u siebie pokonali Wahington 93-86. Dziś startują pozostali.
Dawno nie było tak wyrównanej walki i wysokiego poziomu. Trzeba było wygrać aż 50 spotkań, żeby w ogóle znaleźć się w playoffach. Dla porównania na Wschodzie wystarczyło 37. Jeśli chodzi o skład to tylko jedna zmiana, New Orleans Hornets zamiast Golden State Warriors. Mało brakowało, a obie konferencje wygrałyby drużyny, które w poprzednim sezonie nawet nie awansowały do post-season. Dopiero na ostatniej prostej NO Hornets dali się wyprzedzić Lakersom. W dole tabeli bez niespodzianek. W przyszłym sezonie trzeba będzie uważać na Portland bo nawet bez swojego asa Grega Odena wygrali 41 meczów. W czołówce tłok, zwycięzcy konferencji mają tylko o 7 meczów wygranych więcej niż ósma drużyna. Ostatecznie w pierwszej rundzie zagrają LA Lakers z Denver, NO Hornets z Dallas, San Antonio z Phoenix i Utah z Houston. Ale po kolei:
LA Lakers ( 1 ) – Denver ( 8 )
O waleczności Iversona nikogo przekonywać nie trzeba, Carmelo Anthony i Markus Camby to też chłopaki, z którymi lepiej nie zadzierać, ale Lakers mają szerszy skład i MVP sezonu. Po kilku latach chudych są spragnieni sukcesu a efektowny finisz sezonu regularnego na pewno doda im skrzydeł. I pomyśleć że przed startem rozgrywek Kobe chciał odejść. A tu okazało się, że partnerzy grają świetny sezon, a po transferze Gasola są jeszcze mocniejsi. Myślę, że Denver tanio skóry nie sprzeda, ale wygrają Lakers. Mój typ: 4-1 dla Lakers.
New Orlean ( 2 ) – Dallas ( 7 )
Debiut Hornets w playoffach od czasu przenosin na Zachód mógł być bardzo mocny, o mały włos nie zajęli pierwszego miejsca. Ale kiepska końcówka sezonu regularnego może podkopać ich morale. Zobaczymy jak mocne nerwy mają Chris Paul, Tyson Chandler i pozostali zawodnicy rewelacji sezonu. Dallas ma coś do udowodnienia po ubiegłym sezonie, kiedy to startując z jedynką dali się ograć rozstawionym z ósemką Golden State. Chyba jednak doświadczenie weźmie górę i dalej zagrają Mavericks. Mój typ: 4-2 dla Dallas.
San Antonio ( 3 ) – Phoenix ( 6 )
Najciekawsza para pierwszej rundy i szansa do rewanżu za ubiegły rok, kiedy w półfinale Zachodu lepsi byli Spurs. Mistrzowie NBA w tym sezonie również są piekielnie mocni i zdają się nie przejmować walką o lepsze rozstawienie. Rok temu tez startowali z trzeciej pozycji i wygrali całą ligę. Teraz też bardzo ciężko będzie ich pokonać. Phoenix specjalnie na ten pojedynek sprowadzili Shaqa (choć pewnie nie spodziewali się, że przyjdzie im się zmierzyć z San Antonio już w pierwszej rundzie). Każdy inny przeciwnik byłby w zasięgu Nasha i spółki. Każdy, ale nie ten. Mój typ: 4-2 dla San Antonio (i obym się mylił).
Utah ( 4 ) – Houston ( 5 )
Rok temu obie drużyny spotkały się w identycznych okolicznościach. Wtedy po dramatycznej walce Jazz wygrali mecz nr 7 w Houston i awansowali dalej. Tym razem graczom Jerry’ego Sloana powinno być łatwiej, bo kontuzje ma Yao Ming. Z drugiej jednak strony Houston zanotowało słynną serię 22 zwycięstw, w większości bez chińskiego środkowego i widać było, że zespół dostał skrzydeł. Tylko czy to wystarczy i Tracy McGrady w końcu przejdzie pierwszą rundę? Przypuszczam, że nie. Mój typ: 4-2 dla Utah.
A na deser kilka spektakularnych akcji z dawnych i mniej dawnych playoffów:
Zdecydowanie słabsza konferencja a w niej dwie najlepsze drużyny sezonu regularnego, Boston i Detroit. Niewątpliwie wpływ na tak dużą liczbę zwycięstw tych drużyn miał fakt, że większość pojedynków toczyli właśnie z rywalami ze Wschodu. O słabości konferencji niech świadczy fakt, że dziewiąta drużyna na Zachodzie, Golden State Warriors, nie zakwalifikowała się do najlepszej ósemki, bo miała tylko 48 zwycięstw. Na Wschodzie dałoby im to czwarte miejsce. Wśród ośmiu najlepszych drużyn sporo niespodzianek. Nie ma półfinalistów konferencji z poprzednich rozgrywek Chicago Bulls ani New Jersey Nets, nie wspominając o totalnej implozji Miami Heat. W ich miejsce Philadelphia, Atlanta i Washington. Nie mogą się podnieść New York Knicks i Indiana Pacers, niegdyś dostarczyciele niezapomnianych emocji. Dokładną tabelę sezonu regularnego możecie zobaczyć tutaj.
W pierwszej rundzie zmierzą się więc Boston z Atlantą, Detroit z Philadelphią, Orlando z Toronto i Cleveland z Washington. Przyjrzyjmy się bliżej tym parom.
Boston ( 1 ) – Atlanta ( 8 )
Dziwna ta NBA. W jeden sezon można zbudować drużynę, która z outsidera staje się najlepszym zespołem ligi. 66 zwycięstw w sezonie regularnym to imponujący wynik, więcej w „nowożytnej” historii mieli tylko LA Lakers w 2000 roku (67) i Chicago Bulls w 1996 (72). Obie te drużyny sięgały wtedy po tytuł. Na Garnecie i spółce ciąży spora presja oczekiwań. Pokazali już że są mocni, wygrywając kilka prestiżowych pojedynków z faworytami Zachodu. Ale prawdziwa próba dopiero nadejdzie. Oczywiście nie z Atlantą, ich rola w playoff ograniczy się do udziału. Choć mecz mogą urwać. Mój typ: 4-1 dla Bostonu.
Detroit ( 2 ) – Philadelphia ( 7 )
Wszyscy mówią o Bostonie, a tymczasem podopieczni trenera Flipa Saundersa mają drugi najlepszy bilans w całej lidze. Są zgrani, piekielnie mocni fizycznie, znakomici w obronie i mają zbilansowany atak. Mają tez coś, co Boston musi dopiero udowodnić, czyli instynkt zabójcy. Będą chcieli zachować jak najwięcej sił na później, żeby ich nie zabrakło w najważniejszym momencie, jak w zeszłym sezonie. Philadelphia już dała z siebie maksimum kwalifikując się do ósemki. Nic tutaj nie zdziałają. Mój typ: 4-0 dla Detroit.
Orlando ( 3 ) – Toronto ( 6 )
To może być ciekawa rywalizacja. Faworytem jest zespół z Florydy. Świetny sezon ma Dwight Howard (najlepiej zbierający NBA, do tego ponad 20 punktów na mecz), błyszczy tez Hedo Turkoglu. W Kanadzie świetnie radzi sobie Chris Bosh, który zdobywa średnio ponad 22 punkty w meczu, a Jose Calderon ma najlepszy w lidze stosunek asyst do strat. Który z nich zrobi różnicę? Myślę, że dalej będą grać Magic, ale solidnie się namęczą. Mój typ: 4-2 dla Orlando.
Cleveland ( 4 ) – Washington ( 5 )
LeBron pokazał już nie raz, że jest w stanie sam wygrywać pojedyncze mecze, ale w zeszłorocznych finałach potwierdziło się, że to za mało, że na gwałt potrzeba mu dobrych partnerów. W przerwie zimowej przyszli więc Ben Wallace i Wally Szczerbiak, ale na razie efekty są, delikatnie mówiąc, mizerne. Ostatni moment, żeby się przebudzić, bo team ze stolicy jest nieobliczalny i przy odrobinie szczęścia, mógłby wyrzucić Kawalerzystów za burtę. Mój typ: 4-3 dla Cleveland.
Na koniec bonus: jest rok 1995, końcówka pierwszego półfinału Wschodu, w Nowym Jorku Knicks podejmują Indianę. 18 sekund do końca, przewaga 6 punktów dla Knicks. A wtedy…
Reggie Miller i jego Pacers wygrali ten mecz i całą porywającą rywalizację 4-3. Dokładny przebieg playoff z tamtego niezapomnianego sezonu znajdziecie tutaj. Czy w tym roku doczekamy się takich emocji na Wschodzie? W pierwszej rundzie śmiem wątpić, ale potem, szczególnie w finale, kto wie?
Mecze Ligi Mistrzów za nami, piłkarski weekend przed nami, zatem pora w końcu na NBA. W sezonie zasadniczym rzadko jest się czym ekscytować, wiadomo, że prawdziwa gra zaczyna się w playoffach. Ten sezon jest wyjątkowo ciekawy już teraz. Oczywiście nie na Wschodzie, tam wszystko jasne: dwie bardzo dobre drużyny, dwie średnie, a potem marność. A na Zachodzie? Czyste szaleństwo i piekielny ścisk w czołówce. Różnica między pierwszym zespołem, a szóstym wynosi zaledwie dwa zwycięstwa.
Jeden mecz do przodu lub do tyłu może oznaczać znacznie lepszą lub gorszą pozycję a przede wszystkim trafienie do jednej „drabinki” z mistrzami lub nie. Niezależnie jak się tabela ostatecznie ułoży, będzie ciekawie. Transfery za pięć dwunasta Gasola do Lakers i Shaqa do Suns każą upatrywać w tych drużynach poważnych kandydatów do zwycięstwa na Zachodzie. Czy poważniejszych od mistrzów z San Antonio? I co na to prowadząca drużyna z Nowego Orleanu, czy nie pękną? Czy Utah znowu po cichu dojdą wysoko? Czy w końcu w playoffach przełamie się McGrady i Houston przejdzie pierwszą rundę?
Na dole też ciekawie, bo o dwa ostatnie miejsca walczą trzy zespoły, a każdy z nich ma lepszy bilans niż zajmujący czwarte miejsce na Wschodzie Cavaliers. Będzie olbrzymia i uzasadniona frustracja w Denver, Dallas lub Oakland, jeśli to Nuggets, Mavericks lub Warriors zostaną na oucie.
Oj, szkoda że w tygodniu w Ameryce grają wieczorem, bo to u nas środek nocy. Tylko w sobotę i niedzielę prawdopodobnie będzie lepiej. Dobrze, że w pierwszej rundzie gra się od niedawna do czterech zwycięstw. Jakiś mecz w weekendzie zawsze się trafi. Gdy już będzie wiadomo kto z kim, pewnie nie oprę się pokusie typowania. Mam nadzieję, że się włączycie.
Zastanawiam się jak to jest: czy polskie media informują o tym co dzieje się w dobrych ligach europejskich przede wszystkim w kontekście uczestnictwa (lub braku uczestnictwa) w nich Polaków dlatego, że to widzów tak interesuje, czy interesuje ich to tak dlatego, że dostają właśnie takie informacje. Dotyczy to wszystkich typów mediów, ale najbardziej bolesne jest w przypadku telewizji. Nie chodzi o jeden konkretny przypadek, ale o tendencję. W studiu Ligi Mistrzów w TVP2 prowadzący mówił niejeden raz mniej więcej coś w tym stylu: nas oczywiście najbardziej interesuje mecz Celtiku, bo w bramce stoi Artur Boruc. No i fajnie, niech stoi i wybroni wszystko co się da a nawet więcej. Tylko dlaczego ma mnie to interesować bardziej niż jakiś hitowy pojedynek dwóch czołowych drużyn (w każdej kolejce się taki pojedynek znajdzie, nie mówiąc już o fazie pucharowej)?
Wiadomo, czasem zdarzy się, że akurat mecz przeciętnego do bólu Celticu będzie ciekawszy od szlagieru. Ale chyba nie jest tak, że gorsi piłkarze są pewniejszą gwarancją lepszego widowiska niż ci lepsi? Okej, są kontuzje i spadki formy gwiazd, ale i tak składy najsilniejszych zespołów, choćby rezerwowe, mają o niebo lepszy potencjał od drużyn w których występują przeważnie polscy piłkarze. I choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość – nie chce być inaczej. Gorąco życzę polskim sportowcom, żeby byli tak dobrzy, żeby grać w najlepszych zespołach. Bardzo chętnie obejrzę na przykład mecz Manchesteru z Kuszczakiem na bramce, ale nie dlatego, ze gra tam Polak, ale dlatego że MU to jedna z najlepszych drużyn na świecie, a występ rodaka to tylko taki dodatkowy smaczek.
A wracając do Boruca to mam mieszane uczucia związane z jego prawdopodobnym odejściem z Celticu. Z jednej strony byłoby świetnie gdyby grał dla jakiegoś wielkiego klubu, ale z drugiej strony wyobrażam sobie taki oto scenariusz: Milan potrzebuje bramkarza. Spekulacje na temat kupna Boruca to moim zdaniem raczej myślenie życzeniowe polskich mediów. Milan kupuje Freya z Fiorentiny i teraz to klub z Toskanii poszukuje dobrego bramkarza. Boruc? Czemu nie? I teraz zakładając, że Fiorentinie udaje się awansować do Ligi Mistrzów (mają sporą szansę), zgadnijcie jaki klub musielibyśmy najczęściej oglądać w TVP?
Podobnie ma się sprawa z NBA. Od czasu kiedy do szerokiego składu Orlando Magic załapał się Marcin Gortat, często można spotkać takie niusy. Wkurza mnie to, bo akurat tego samego wieczora odbył się pojedynek najlepszych na zachodzie NO Hornets z najlepszymi na wschodzie Celtics. A także Phoenix Suns, coraz lepiej zgrane z Shaqiem z będącymi tuż po wspaniałej serii 22 zwycięstw Rockets. No coś tu jest nie tak, skoro o tym co naprawdę ważne i ciekawe, można się dowiedzieć tylko jeśli się kliknie i rozwinie artykuł, bo jako zajawka było tylko to, co w artykule jest pogrubioną czcionką.
Powie ktoś, że się czepiam, że przecież nie wszystkie informacje są podawane w ten sposób i że w końcu oprócz Celticu można było zobaczyć też europejską czołówkę. Wiem. Chodzi o to, że jest tego za dużo. Dlatego cieszę się, że na tym etapie Ligi Mistrzów już nie narodowość graczy ale poziom sportowy będzie decydował o zainteresowaniu gazet i telewizji. O MU i tak będzie głośno, niezależnie, czy będzie bronił Kuszczak.