Jeśli prawdą jest, że lepiej nie łączyć rywalizacji na szczeblu krajowym z europejskimi pucharami, to Barcelona jest po weekendzie o krok bliżej wygrania Ligi Mistrzów niż Manchester i Chelsea. Liverpool czai się już tylko na to trofeum i liga angielska go nie interesuje, więc pozycja drużyny z Anfield wydaje się niezmiennie dobra. Tydzień temu wydawało się, że już wszystko wiadomo, ManU mistrzem, Chelsea wice i można spokojnie koncentrować się na półfinałach LM. A tymczasem nie walczące już kompletnie o nic Blackburn postanowiło napsuć krwi faworytowi z Manchesteru, który ledwo uratował punkt w ostatnich minutach. I wcale Aleks Ferguson nie wystawił rezerwowego składu, wręcz przeciwnie, zagrali Ci, którzy prawdopodobnie zameldują się w pierwszej jedenastce we środę na Camp Nou (przynajmniej większość).
W ogóle sytuacja jest paradoksalna. O najważniejsze trofeum w klubowej piłce biją się cztery drużyny, spośród których trzy mają poważne kłopoty. W Chelsea wrze od odejścia Mourinho, Liverpool ma kłopot z władzami. O Barcelonie pisze się ostatnio wyłącznie w kontekście kolejnych rozczarowań i rozpadu drużyny. Patrząc z tej perspektywy, murowanym faworytem powinien być Manchester, istna oaza spokoju w tym towarzystwie. I byłby, gdyby nie Blackburn. Jakże wspaniale musi smakować zwycięstwo w lidze wyszarpane z największym trudem, w ostatniej chwili, kiedy wydawało się to już niemożliwe. Zawodnicy Chelsea właśnie poczuli jego obietnicę, faworyt się potknął, pościg przyspieszył, rozpoczęło się polowanie. Zamiast na jednym, obie drużyny walczą znowu na dwóch frontach.
Z tego zestawienia wynikałoby, że stosunkowo najmniej problemów ma Liverpool. Być może. Ale wszystkie analizy, łącznie z tą, będą bez znaczenia w momencie kiedy zacznie się wtorkowy i środowy mecz. Każda z czterech drużyn ma potencjał żeby wygrać. Nie wierzę w brak motywacji. Tak się tworzy historię (który piłkarz o tym nie marzy?) i załatwia lepsze kontrakty (jak wyżej). Kiedy będą już znane wyniki pojawią się głosy, że tak właśnie musiało być, bo przecież XYZ. Ale najlepszy czas jest właśnie teraz, kiedy tego nie wiemy. Przyjemnego oglądania!
Środa, 30 kwiecień 2008 o 11:50 am
wtorek, wcale nie deszczowy, choć po niedzieli, dziobate od rana przekrzykując się piszczą, po nawierzchniach tupczą nogocenne gazele, a reszcie, jak co roku, głupawy uśmiech na twarzach ląduje – wiosna w pełni. Soczyście, krwiście, z iskrą i pulsem. I piłka, bo wiosną smakuje najlepiej!. Zaglądam więc, czas przecież na półfinały. Myszką muśnięcie, dotyk lekki choć wyraźny, taka gra na wstępie. Klik. Odsłania się, powoli, po mału, kawałek, nie więcej. I ja, na szpilkach, pochłaniam jej nagość, w całości, bezmyślnie. Pierwsze słowa, zdania dwa i .. obuchem w twarz, windą na parter, z kamieniem na szaniec. Dół… A gdzie o półfinale Pucharu Polski?!?!? Wisła z Groclinem przecież się mierzy…
czwartek, 1 maj 2008 o 8:12 am
Liverpool okradziony i oszukany!!!
Dwa niepodyktowane ewidentne karne dla Liverpoolu, karny z kapelusza dla Chelsea i bramka ze spalonego… To bylo zwykle chamstwo… Rosyjska mafia rzadzi Liga Mistrzow… W Premiership takie machlojki sa nie do pomyslenia!!!
PS. Wisla Pany! Teraz tylko w finale PP rewanz za lige z Legia i podwojna korona nasza.
Jazda Jazda Jazda Biala Gwiazda!