Przed playoffami w NBA. Część pierwsza: Wschód

Zdecydowanie słabsza konferencja a w niej dwie najlepsze drużyny sezonu regularnego, Boston i Detroit. Niewątpliwie wpływ na tak dużą liczbę zwycięstw tych drużyn miał fakt, że większość pojedynków toczyli właśnie z rywalami ze Wschodu. O słabości konferencji niech świadczy fakt, że dziewiąta drużyna na Zachodzie, Golden State Warriors, nie zakwalifikowała się do najlepszej ósemki, bo miała tylko 48 zwycięstw. Na Wschodzie dałoby im to czwarte miejsce. Wśród ośmiu najlepszych drużyn sporo niespodzianek. Nie ma półfinalistów konferencji z poprzednich rozgrywek Chicago Bulls ani New Jersey Nets, nie wspominając o totalnej implozji Miami Heat. W ich miejsce Philadelphia, Atlanta i Washington. Nie mogą się podnieść New York Knicks i Indiana Pacers, niegdyś dostarczyciele niezapomnianych emocji. Dokładną tabelę sezonu regularnego możecie zobaczyć tutaj.

W pierwszej rundzie zmierzą się więc Boston z Atlantą, Detroit z Philadelphią, Orlando z Toronto i Cleveland z Washington. Przyjrzyjmy się bliżej tym parom.

Boston ( 1 ) – Atlanta ( 8 )

Dziwna ta NBA. W jeden sezon można zbudować drużynę, która z outsidera staje się najlepszym zespołem ligi. 66 zwycięstw w sezonie regularnym to imponujący wynik, więcej w „nowożytnej” historii mieli tylko LA Lakers w 2000 roku (67) i Chicago Bulls w 1996 (72). Obie te drużyny sięgały wtedy po tytuł. Na Garnecie i spółce ciąży spora presja oczekiwań. Pokazali już że są mocni, wygrywając kilka prestiżowych pojedynków z faworytami Zachodu. Ale prawdziwa próba dopiero nadejdzie. Oczywiście nie z Atlantą, ich rola w playoff ograniczy się do udziału. Choć mecz mogą urwać. Mój typ: 4-1 dla Bostonu.

Detroit ( 2 ) – Philadelphia ( 7 )

Wszyscy mówią o Bostonie, a tymczasem podopieczni trenera Flipa Saundersa mają drugi najlepszy bilans w całej lidze. Są zgrani, piekielnie mocni fizycznie, znakomici w obronie i mają zbilansowany atak. Mają tez coś, co Boston musi dopiero udowodnić, czyli instynkt zabójcy. Będą chcieli zachować jak najwięcej sił na później, żeby ich nie zabrakło w najważniejszym momencie, jak w zeszłym sezonie. Philadelphia już dała z siebie maksimum kwalifikując się do ósemki. Nic tutaj nie zdziałają. Mój typ: 4-0 dla Detroit.

Orlando ( 3 ) – Toronto ( 6 )

To może być ciekawa rywalizacja. Faworytem jest zespół z Florydy. Świetny sezon ma Dwight Howard (najlepiej zbierający NBA, do tego ponad 20 punktów na mecz), błyszczy tez Hedo Turkoglu. W Kanadzie świetnie radzi sobie Chris Bosh, który zdobywa średnio ponad 22 punkty w meczu, a Jose Calderon ma najlepszy w lidze stosunek asyst do strat. Który z nich zrobi różnicę? Myślę, że dalej będą grać Magic, ale solidnie się namęczą. Mój typ: 4-2 dla Orlando.

Cleveland ( 4 ) – Washington ( 5 )

LeBron pokazał już nie raz, że jest w stanie sam wygrywać pojedyncze mecze, ale w zeszłorocznych finałach potwierdziło się, że to za mało, że na gwałt potrzeba mu dobrych partnerów. W przerwie zimowej przyszli więc Ben Wallace i Wally Szczerbiak, ale na razie efekty są, delikatnie mówiąc, mizerne. Ostatni moment, żeby się przebudzić, bo team ze stolicy jest nieobliczalny i przy odrobinie szczęścia, mógłby wyrzucić Kawalerzystów za burtę. Mój typ: 4-3 dla Cleveland.

Na koniec bonus: jest rok 1995, końcówka pierwszego półfinału Wschodu, w Nowym Jorku Knicks podejmują Indianę. 18 sekund do końca, przewaga 6 punktów dla Knicks. A wtedy…

Reggie Miller i jego Pacers wygrali ten mecz i całą porywającą rywalizację 4-3. Dokładny przebieg playoff z tamtego niezapomnianego sezonu znajdziecie tutaj. Czy w tym roku doczekamy się takich emocji na Wschodzie? W pierwszej rundzie śmiem wątpić, ale potem, szczególnie w finale, kto wie?

Napisz odpowiedź