Dzień świstaka czyli znów czerwono-niebiesko w półfinale

Trzeci raz w ostatnich czterech latach półfinał będzie wyglądać tak samo. Byłaby to fajna historia gdyby nie okoliczności awansu Liverpoolu. Byłoby coś romantycznego w tym, że drużyna stosunkowo słaba wśród najlepszych znowu ogrywa teoretycznie mocniejszych i zadziwia świat. Byłoby ale nie jest, bo drużyna Beniteza znalazła się tam nie dlatego, że była lepsza, tylko dlatego, że w obu meczach pomogli jej sędziowie. Naprawdę wielka szkoda, bo wczorajszy mecz był kapitalny, aż do feralnego karnego pięć minut przed końcem. Już wydawało się że Torres robi różnicę, potem Walcott, ale prawdziwą różnicę zrobił sędzia.

Przykre to o tyle, że już przy okazji półfinałów nikt nie będzie o tym pamiętał. Tak samo jak pamięta się niesamowity finał w Stambule, a nie półfinałową batalię z Chelsea, którą Liverpool przebrnął dzięki golowi, którego nie było. Lubię na boisku sytuacje ewidentne kiedy wiadomo, że gol to gol. Jeśli już karny w końcówce meczu, który wiadomo, że zdecyduje o całej rywalizacji, to tylko wtedy, kiedy jest 100% pewności, że był faul. Pomarzyć zawsze można. Do dziś pamiętam mecz z mistrzostw Europy w 2000 roku, kiedy jeszcze w fazie grupowej zmierzyły się Holandia i Czechy. Było 0-0 i w 90. minucie sędzia Collina wymyślił karnego dla Holendrów (gospodarzy turnieju). I co? I uznano go za najlepszego arbitra świata.

Mam nadzieję, że tym razem niebiesko-czerwony półfinał rozstrzygnie się uczciwie. Wydaje się, że skład drugiego półfinału też już znamy. Podzielam tą opinię, mimo że Manchesterowi posypała się obrona, a Barca zdaje się popadać w coraz większą niemoc. Tylko że Roma gra bez Tottiego, a Schalke jest po prostu za słabe na zwycięstwo na Camp Nou.

Odpowiedzi: 2 do “Dzień świstaka czyli znów czerwono-niebiesko w półfinale”

  1. vixo mówi:

    hmm… Zaczne od tego, że oczywiście Liverpool jest zdecydowanie tam, gdzie powinien, czyli w półfinale. Stąd już niedaleko do zdobycia tego, co im się należy właściwie a priori, zreszta a posteriori również (wyniki w ostatnich edycjach LM mówią same za siebie). Według powyższego tekstu okazuje się, że Liverpool to drużyna, która swoją pozycję utrzymuje dzięki sędziom. Może to jakiś układ? Strzelili jedną bramkę po wątpliwym karnym, czy wszystkie 5 w ćwierćfinale? Czy tylko Liverpool jet drużyną, która strzela bramki po wątpliwych karnych? Takie rzeczy się zdarzają wszystkim i nawet, taki kolos (na glinianych nogach), jak Barcelona pewnie takie sytuacje by wykorzystała (no, ale im pewnie wolno…) Korzystając z tego, że mogę :) chciałbym pozdrowić wszystkich, któzy uważają, że angielska piłka nożna rządzi :) Cieszmy się również, że uniknęliśmy konieczności oglądania Fenerbachce w dalszej rundzie…. ufff…

    When you walk through a storm
    hold your head up high
    And don’t be afraid of the dark.
    At the end of a storm is a golden sky

    And the sweet silver song of a lark.
    Walk on through the wind,
    Walk on through the rain,
    Tho’ your dreams be tossed and blown.

    Walk on, walk on with hope in your heart
    And you’ll never walk alone,
    You’ll never, ever walk alone.
    Walk on, walk on with hope in your heart
    And you’ll never walk alone,
    You’ll never, ever walk alone.

  2. vixo mówi:

    Aha, i jeszcze mi się przypomniało a propos oszustw. Czy lepiej jest poudawać na boisku, gdzie wszyscy będą o tym wiedzieć, czy lepiej w ramach dbania o dobry PR ukrywać kary dyscyplinarne własnych zawodników? Ot taka dygresyjka…

Napisz odpowiedź