Mecze Ligi Mistrzów za nami, piłkarski weekend przed nami, zatem pora w końcu na NBA. W sezonie zasadniczym rzadko jest się czym ekscytować, wiadomo, że prawdziwa gra zaczyna się w playoffach. Ten sezon jest wyjątkowo ciekawy już teraz. Oczywiście nie na Wschodzie, tam wszystko jasne: dwie bardzo dobre drużyny, dwie średnie, a potem marność. A na Zachodzie? Czyste szaleństwo i piekielny ścisk w czołówce. Różnica między pierwszym zespołem, a szóstym wynosi zaledwie dwa zwycięstwa.
Jeden mecz do przodu lub do tyłu może oznaczać znacznie lepszą lub gorszą pozycję a przede wszystkim trafienie do jednej „drabinki” z mistrzami lub nie. Niezależnie jak się tabela ostatecznie ułoży, będzie ciekawie. Transfery za pięć dwunasta Gasola do Lakers i Shaqa do Suns każą upatrywać w tych drużynach poważnych kandydatów do zwycięstwa na Zachodzie. Czy poważniejszych od mistrzów z San Antonio? I co na to prowadząca drużyna z Nowego Orleanu, czy nie pękną? Czy Utah znowu po cichu dojdą wysoko? Czy w końcu w playoffach przełamie się McGrady i Houston przejdzie pierwszą rundę?
Na dole też ciekawie, bo o dwa ostatnie miejsca walczą trzy zespoły, a każdy z nich ma lepszy bilans niż zajmujący czwarte miejsce na Wschodzie Cavaliers. Będzie olbrzymia i uzasadniona frustracja w Denver, Dallas lub Oakland, jeśli to Nuggets, Mavericks lub Warriors zostaną na oucie.
Oj, szkoda że w tygodniu w Ameryce grają wieczorem, bo to u nas środek nocy. Tylko w sobotę i niedzielę prawdopodobnie będzie lepiej. Dobrze, że w pierwszej rundzie gra się od niedawna do czterech zwycięstw. Jakiś mecz w weekendzie zawsze się trafi. Gdy już będzie wiadomo kto z kim, pewnie nie oprę się pokusie typowania. Mam nadzieję, że się włączycie.