Czy wytrzymają?

poniedziałek, 31 marzec 2008

Drapieżności i woli zwycięstwa, których tak brakuje Barcelonie, ma w sam raz Manchester United. Patrząc na ich poczynania w ostatnich meczach z Liverpoolem i Aston Villą, nie sposób nie pomyśleć o nich, jak o faworycie Ligi Mistrzów. Liverpool na Old Trafford nie istniał, nie tylko po tym, jak głupią czerwoną kartkę dostał Mascherano, ale przez cały mecz. Ten sam Liverpool, który ledwie 12 dni wcześniej nie dał najmniejszych szans mistrzowi Włoch. Trener Aston Villi, pewnie gdyby mógł, rzuciłby ręcznik na murawę jeszcze w pierwszej połowie. Czy to samo czeka Romę? Zobaczymy już jutro.

A czy ktoś pamięta jakie były opinie po ostatnim sezonie? Że to raczej niespodzianka, że Chelsea znów będzie dominować, że sezon życia mieli przede wszystkim Ronaldo, ale też Vidić i niedoceniany Carrick. To się miało nie powtórzyć. I co zrobił Ferguson? Poszedł za ciosem i wzmocnił to, co dało mu sukces. Jakby sam „zwierzak” Rooney nie wystarczył, przyszedł Tevez i razem tworzą najbardziej drapieżny duet napastników w Europie. Genialny skrzydłowy ciągnie cały zespół? No to Ferguson kupił drugiego takiego, do pary. Nani to wciąż melodia przyszłości, ale jeśli rozwinie się tak jak Ronaldo (a na razie idzie mu nieźle) to nie chciałbym być w skórze ich rywali. Do tego użyteczna zapchajdziura w postaci Hargreavesa i spokój na tyłach. Swoją drogą jak oni wypatrzyli tego Vidicia w Moskwie (przyszedł w styczniu 2006)? Co równie istotne, nikt ważny nie odszedł. Z nowych nabytków tylko dla Brazylijczyka Andersona MU wydaje się niewłaściwym klubem.

Jeśli Ronaldo w poprzednim roku zagrał sezon życia, to jak nazwać to, co wyrabia w tym? Do tej pory 26 goli w lidze w 32 meczach (jako skrzydłowy!). Można go lubić lub nie, ale jeśli ktoś twierdzi, że w tej chwili nie jest to najlepszy piłkarz na świecie, to jest futbolowym ignorantem. Polecam tekst o CR na Supergigancie. I bramkę sezonu(?) w jego wykonaniu.

Sześć kolejek do końca. Będzie bardzo ciekawie, bo MU gra jeszcze z Arsenalem u siebie i z Chelsea na Stanford Bridge. Wcale nie jest powiedziane, że ma zapewniony tytuł. Jeśli dadzą radę utrzymać formę – nikt im nie przeszkodzi, ani w Anglii, ani w Lidze Mistrzów. Tylko czy eksplozja nie przyszła za wcześnie?


Rijkaard musi odejść

niedziela, 30 marzec 2008

Kiedy już wydawało się, że końcówka ligi hiszpańskiej będzie nudna i w zasadzie wszystko wiadomo, zaczęły dziać się cuda. Przewaga Realu nad Barceloną skakała od dwóch do ośmiu punktów, przed ostatnią, 30. kolejką zatrzymując się na czterech. I znów wszystko było możliwe, tym bardziej, że siódmego maja obie drużyny spotkają się na Bernabeu w ramach 36. kolejki. Zapowiadała się pasjonująca walka, tym bardziej, że w drugiej połowie sezonu i jedni i drudzy dalecy są od stabilnej formy. Po obejrzeniu wczorajszego meczu Barcy z Betisem czar prysł. Nie był to wypadek przy pracy, bo to się może zawsze przytrafić – to była kolejna odsłona dramatu, który rozgrywa się już od dłuższego czasu, przerywany jedynie spektakularnymi tryumfami nad słabeuszami u siebie (5-1 z Levante w 25. kolejce i 4-1 z Valladolid w 29. kolejce).

A przecież miało być tak pięknie: fantastyczne transfery przed sezonem, żadnych ekstrawagancji, oprócz Henry’ego przyszli zawodnicy defensywni, żadne obiecujące talenty tylko sprawdzeni fachowcy, którzy mieli zagwarantować spokój pod własną bramką. Nikt z kluczowych graczy nie odszedł. Bukmacherzy jednogłośnie stawiali na Barcę, jako faworyta rozgrywek Ligi Mistrzów, w lidze hiszpańskiej też wydawało się, że Real ze swoja chaotyczną polityką transferową nie da rady, przyszłość była jasna.

Jak pogodzić dwa dogmaty współczesnej piłki – że trzeba mieć szeroką kadrę złożoną z bardzo dobrych graczy, aby skutecznie walczyć na wielu frontach oraz że za dużo gwiazd w drużynie to murowany przepis na klapę – oto jest pytanie. Najwyraźniej nie potrafi na nie odpowiedzieć trener Katalończyków, bo ma do dyspozycji najlepszych muzyków, a jego orkiestra brzmi mniej więcej tak:

Dlaczego piszę o trenerze, a nie o zawodnikach? Bo oglądając mecze z Almerią, Villarrealem, Atletico czy ten ostatni, z Betisem, rzuca się w oczy nie brak umiejętności, ale brak „instynktu zabójcy”. Z Atletico Barca prowadziła po bramce sezonu Ronaldinho…

aby potem odpuścić i dać sobie wbić 4 (słownie: cztery) gole. Z nienajmocniejszą przecież Almerią prowadziła dwa razy, żeby dać sobie wydrzeć zwycięstwo, między innymi za sprawą byłego gracza Wisły Kraków, Kalu Uche – już samo to mówi o sile przeciwnika. Z Villarrealem grając u siebie dała się zdominować rywalowi w walce o tytuł, lub przynajmniej o miejsce gwarantujące występy w Lidze Mistrzów bez kwalifikacji. Rywalowi, który jest owszem, dobry, ale gdzie im do gwiazd Blaugrana. No i mecz z Betisem, który może być symbolem całego sezonu Barcy – niby jest kosmiczny futbol, dominacja w posiadaniu piłki, są olśniewające zagrania, są bramki, a potem wygląda to tak, jak gdyby zespół wyłączał determinację i grał tylko dlatego, że mecz musi trwać 90 minut.

Nie ma tego ognia, który nie pozwoliłby przeciwnikom nawet myśleć o przejęciu inicjatywy, nie mówiąc o chwilach, kiedy stojący na straconej pozycji słabeusz dostrzega, że nie taki diabeł straszny i zaczyna naprawdę wierzyć, że może mu się udać. To jest zazwyczaj przełomowy moment meczu. Faworyt z myśliwego staje się zwierzyną i ma autentycznie przechlapane. Bo takiej adrenaliny, takiego, mówiąc ładnie po polsku, powera daje tylko szansa na przejście do lokalnej historii, szansa na zwycięstwo lub nawet remis z naprawdę wielką firmą. Coś, co kibice zapamiętają znacznie dłużej niż 3 punkty w starciu z, przykładowo, Racingiem Santander.

To rolą trenera jest odpowiednie przygotowanie mentalne, żeby do takiej sytuacji nie dopuścić. W tym sezonie to Rijkaardowi nie wychodzi, podobnie z resztą jak w końcówce poprzedniego. I nie ma żadnych podstaw sądzić, że zmieni się to w przyszłości. Dlatego nawet jeśli jakimś cudem Barca wygra w tym sezonie Ligę Mistrzów, lub, co jeszcze mniej prawdopodobne, ligę hiszpańską, Frank Rijkaard musi odejść.


Dość Polaków

sobota, 29 marzec 2008

Zastanawiam się jak to jest: czy polskie media informują o tym co dzieje się w dobrych ligach europejskich przede wszystkim w kontekście uczestnictwa (lub braku uczestnictwa) w nich Polaków dlatego, że to widzów tak interesuje, czy interesuje ich to tak dlatego, że dostają właśnie takie informacje. Dotyczy to wszystkich typów mediów, ale najbardziej bolesne jest w przypadku telewizji. Nie chodzi o jeden konkretny przypadek, ale o tendencję. W studiu Ligi Mistrzów w TVP2 prowadzący mówił niejeden raz mniej więcej coś w tym stylu: nas oczywiście najbardziej interesuje mecz Celtiku, bo w bramce stoi Artur Boruc. No i fajnie, niech stoi i wybroni wszystko co się da a nawet więcej. Tylko dlaczego ma mnie to interesować bardziej niż jakiś hitowy pojedynek dwóch czołowych drużyn (w każdej kolejce się taki pojedynek znajdzie, nie mówiąc już o fazie pucharowej)?

Wiadomo, czasem zdarzy się, że akurat mecz przeciętnego do bólu Celticu będzie ciekawszy od szlagieru. Ale chyba nie jest tak, że gorsi piłkarze są pewniejszą gwarancją lepszego widowiska niż ci lepsi? Okej, są kontuzje i spadki formy gwiazd, ale i tak składy najsilniejszych zespołów, choćby rezerwowe, mają o niebo lepszy potencjał od drużyn w których występują przeważnie polscy piłkarze. I choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość – nie chce być inaczej. Gorąco życzę polskim sportowcom, żeby byli tak dobrzy, żeby grać w najlepszych zespołach. Bardzo chętnie obejrzę na przykład mecz Manchesteru z Kuszczakiem na bramce, ale nie dlatego, ze gra tam Polak, ale dlatego że MU to jedna z najlepszych drużyn na świecie, a występ rodaka to tylko taki dodatkowy smaczek.

A wracając do Boruca to mam mieszane uczucia związane z jego prawdopodobnym odejściem z Celticu. Z jednej strony byłoby świetnie gdyby grał dla jakiegoś wielkiego klubu, ale z drugiej strony wyobrażam sobie taki oto scenariusz: Milan potrzebuje bramkarza. Spekulacje na temat kupna Boruca to moim zdaniem raczej myślenie życzeniowe polskich mediów. Milan kupuje Freya z Fiorentiny i teraz to klub z Toskanii poszukuje dobrego bramkarza. Boruc? Czemu nie? I teraz zakładając, że Fiorentinie udaje się awansować do Ligi Mistrzów (mają sporą szansę), zgadnijcie jaki klub musielibyśmy najczęściej oglądać w TVP?

Podobnie ma się sprawa z NBA. Od czasu kiedy do szerokiego składu Orlando Magic załapał się Marcin Gortat, często można spotkać takie niusy. Wkurza mnie to, bo akurat tego samego wieczora odbył się pojedynek najlepszych na zachodzie NO Hornets z najlepszymi na wschodzie Celtics. A także Phoenix Suns, coraz lepiej zgrane z Shaqiem z będącymi tuż po wspaniałej serii 22 zwycięstw Rockets. No coś tu jest nie tak, skoro o tym co naprawdę ważne i ciekawe, można się dowiedzieć tylko jeśli się kliknie i rozwinie artykuł, bo jako zajawka było tylko to, co w artykule jest pogrubioną czcionką.

Powie ktoś, że się czepiam, że przecież nie wszystkie informacje są podawane w ten sposób i że w końcu oprócz Celticu można było zobaczyć też europejską czołówkę. Wiem. Chodzi o to, że jest tego za dużo. Dlatego cieszę się, że na tym etapie Ligi Mistrzów już nie narodowość graczy ale poziom sportowy będzie decydował o zainteresowaniu gazet i telewizji. O MU i tak będzie głośno, niezależnie, czy będzie bronił Kuszczak.

 


No to lecimy!

piątek, 28 marzec 2008

Serdecznie witam wszystkich gości :-)

Uwaga polskich mediów sportowych (siłą rzeczy) skupia się przede wszystkim na dokonaniach polskich sportowców. Dotyczy to szczególnie piłki nożnej. Co jednak ma zrobić człowiek, którego bardziej od lokalnej kopaniny, zwanej, chyba tylko ze względów marketingowych ekstraklasą, interesuje prawdziwy futbol? Zadowolić się okruchami informacji albo spróbować pokusić się o taki serwis, jaki samemu chciałoby się czytać. Wybieram bramkę numer dwa :-) Będzie głównie piłka, ale też NBA i inne sporty – niedługo olimpiada, w dodatku tak kontrowersyjna.

Zapraszam do czytania, oglądania i wyrażania swojego zdania.

Gospodarz